wtorek, 28 maja 2013

"Servet's" ("U Szwagra" ul. Lea, Kraków)

"Servet's" ("U Szwagra" ul. Lea, Kraków)
cena: 12 zł
liczba kalorii: over 9000

Można by rzec, że składanej sobie i poniekąd czytelnikom obietnicy nie korzystania z fast-foodów jednocześnie nie wypełniłem i wypełniłem. Nie wypełniłem, gdyż niniejsza recenzja dotyczy tego typu jedzenia i wypełniłem, bo nie miałem nic wspólnego ze spożywaniem produktu (no, chyba że liczyć badawcze przyglądanie się z boku). Moim asystentem w stworzeniu nowatorskiej w formie recenzji był G., którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Drodzy Państwo: czytacie prawdopodobnie pierwszą w historii recenzję pisaną z "drugiej ręki", z "drugiego podniebienia" - tak może bardziej. Także pierwszą dania, a nie, jak to zwykle bywa, gotowego produktu. G. opowiada mi, co przeżył i czy warto, a ja smakuję językiem wyobraźni i opisuję. Wszystko dlatego, że mój układ trawienny takiego przysmaku mógłby nie zdzierżyć.

W kolejce do szczęścia

Przedmiotem dzisiejszych rozważań jest "Servet's" z baru "U Szwagra" na ulicy Lea. Jest to popularna knajpa, szczególnie wśród tak zwanych "nocnych kowbojów" wracających z całonocnych przygód krokiem chwiejnym jak sytuacja polityczna na Bałkanach. Od niektórych z nich, koneserów, dowiedzieć się można o teoriach dotyczących genezy nazwy "Servet's". Ktoś twierdzi, że danie wymyślił Miguel Servet - hiszpański teolog, astronom, prawnik i lekarz jako nieudany eksperyment na żołądkach paryskich mieszczan. Inny mówi, że to od charakterystycznego naczynia, serwety-koperty, w którą wkłada się zawartość. Kwestia pozostaje nierozstrzygnięta.

Porcja mięsa i frytek z sosami, bo tym właściwie jest ten przysmak (patrz ryc. 1) cieszy się "U Szwagra" ogromną popularnością, przewyższającą kebaby i zapiekanki. Może to wynikać z faktu, że - przynajmniej intuicyjnie - bardzo się on opłaca. W okolicznościach typowo "szwagrowych" (zmęczeni studenci wracający ze wspólnej nauki wszędzie dokoła) G. zamawia Graala krakowskich budek z żarciem. Fast-food ostateczny - "Servet's"

ryc. 1 (autorstwo: G.)

Po krótkiej chwili oczekiwania mój asystent dzierży już w dłoni rożek z rarytasami. Wygląd jego nie jest niczym szczególnym ani też - należy szczerze przyznać - apetycznym. Duże, brzydkie kawałki kurczaka wystają z tektury. G. nie należy jednak do osób "jedzących oczami". "Jak walory smakowe?" - pytam zaciekawiony. Z relacji wynika, że mięsko jest smaczne, dobrze wysmażone i nie chrzęści. Jednak czasem kawałki mięsa są zbyt duże, nie pokrojone (ten problem niestety się powtarza). Frytki również bardzo dobre. Warto trafić, tak jak my, na karbowane - te są bardziej chrupiące. Proporcje wszystkich składników są odpowiednie, także biorąc pod uwagę ilość sosu (ważne: pani z czarnymi włosami ładuje więcej mięsa). Sos należy zamówić mieszany, bo bardziej się opłaca. Jego pikantność jest świetnie wypośrodkowana - smak jest wyraźny, a (tu cytat) "ryja nie wyparza".

Cechą charakterystyczną "Servet'sa" jest to, że już w połowie konsumpcji człowiek czuje się najedzony. Tu zapewne pojawiają sie pierwsze wątpliwości, ale zostają szybko zagłuszone upojeniem alkoholowym i wnioskiem: "przecież nie wyrzucę". Nasza decyzja zostaje sowicie wynagrodzona dojściem do etapu, w którym kurczak jest wymieszany z fryteczkami i sosem. Tu podobno jest najprzyjemniej. Na końcu jeszcze zostają same frytki, które możemy namoczyć resztkami tłuszczyku. Głód został zaspokojony. Gdzieś tak do podwieczorka następnego dnia. Pozostaje sympatyczny posmak i pierwszy wyrzut sumienia, a w oczy zagląda widmo jutrzejszej niestrawności.

Dzierż mocno, bo kradną
Wydaje mi się, że podobieństwo opisywanego dania do dantejskiego piekła, które również ma formę leja, nie jest przypadkowe. Jest to z pewnością wymysł diabła, mający nas oduczyć pijaństwa albo imprez bez zakąski. G. kończy opis: "jeśli mówimy o kategorii szybkiego jedzenia, to coś smaczniejszego z pewnością istnieje, ale coś, czym najeść się można bardziej - z pewnością nie". Dopytuję, czy warto: "raz spróbować tak - jak ze skokiem na bungee albo koncertem jazzowym". Więcej nie ma sensu. "Chyba, że jesteś koneserem" - dodaje G.

8/10

P.S. G. po dwóch dniach spożywania "Servet'sa" z rzędu zachorował. Po krótkim okresie rekonwalescencji i trzymania się za brzuch wszystko jest z nim w porządku. Dziś mieszka na farmie wraz z ulubionymi zwierzętami i poświęca się pisaniu pamiętników. Dzięki pracy na rzecz zdrowego stylu życia otrzymał medal z rąk prezydenta. Jego przewód kanonizacyjny jest otwarty.

3 komentarze:

  1. !!!BUYER BEWARE!!!
    This is the WORST KEBAB PLACE EVER. The meat was raw, and even after frying it on a pan, my boyfriend had to go back and tell the worker to at least either give back his money or make a new kebab for him. The worker did nothing, not even refunding his money or giving him a new kebab. I know that I may be writing this in English, but I want for every English speaker/ reader out there to know how horrible this place truely is. If people here are selling raw meat, who knows what kind of bacteria or parasites are on it that are not properly cooked. We trusted this place to at least sell some well cooked food after a night out, but clearly it cannot even do that. 0/10 would NEVER recommend after that HORRIBLE experience.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tam lubię szwagierka jjak się napierdolę :) a jak się upalę to już w ogóle bajka ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy więcej u szwagra. takiego syfiastego "kebaba" jak raz u nich, to w zyciu nie jadłem. jeden jedyny raz wywaliłem do śmieci, bo tylko do tego się nadawał. nadmieriam, że jestem miłośnikiem kebabów.

    OdpowiedzUsuń