Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory mięsne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory mięsne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lipca 2013

"Parówki Ulubione o smaku chili", 205g (Indykpol S.A.)

"Parówki Ulubione o smaku chili", 205g (Indykpol S.A.)
Kiełbasa drobiowo-wieprzowa, drobno rozdrobniona, wędzona, parzona.
cena detaliczna: ok. 2,79 zł
liczba kalorii: ok. 220 kcal



Jak mówi mądre powiedzenie - "Trzecią wojnę światową przeżyją tylko karaluchy, szczury i parówki." Możesz się teraz zastanawiać drogi czytelniku: "Szczury, karaluchy, pracownicy Katedry Prawa Cywilnego WPiA UJ - rozumiem - ale dlaczego na wszystkich bogów - parówki?!" Otóż z co najmniej trzech powodów: 1) łatwości przygotowania, 2) walorów smaków, 3) walorów energetycznych. Parówki można zrobić z wszystkiego (nawet z bohaterów Disneya), zawsze mają choćby przyzwoity smak i dostarczają odpowiednio dużo energii, by przetrwać tak w naszym świecie, jak i postapokaliptycznym piekle, w którym o każdy kawałek ziemi, należy walczyć z popromiennymi potworami (z ww. Katedry).


Zabrzmi to wzruszająco, ale parówki owe podarował mi brat ze słowami: "Kupiłem ci parówki z chili, żebyś mógł zrecenzować je na Wpieprzamy." Spełniło się zatem marzenie redakcji niniejszego bloga, by otrzymywać darmowe jedzenie od licznych, hojnych donatorów. Przez jakiś czas produkt ów leżał w lodówce, aż przyszedł dzisiejszy niedzielny poranek i zainspirowana telewizyjną debatą o uboju rytualnym, wielka chęć wrzucenia na talerz kawałka martwego zwierzaka. Opakowanie od samego początku nie bardzo mi się spodobało - żółć i czerwień, to nie są moje ulubione barwy, wolałem wcześniejszą, niebieską kolorystykę wyrobów Indykpola. Ale to detal, zjada się w końcu zawartość tegoż opakowania. Można się za to z niego jeszcze dowiedzieć, że produkt składa się w 46% z mięsa indyczego, w 7% z kurczaka, a w 16% z mięsa wieprzowego. Nieźle.


By zbadać jak owe parówki smakują, przeprowadziłem Parówkowy Test Wpieprzamy (wszelkie prawa zastrzeżone) polegający na skonsumowaniu parówki w trzech trybach: 1) na surowo, 2) po ugotowaniu w sposób wskazany na opakowaniu, 3) po wrzuceniu do mikrofalówki na dwie minuty (440W)
.
Posiłek o wdzięku PRLowskiego kierowcy PKSu.
Na surowo produkt smakuje mocno przeciętnie, w połowie konsumpcji nawet nieco mnie zemdliło (może z powodu wczorajszej imprezy), dlatego nie mogę ocenić go zbyt wysoko. 4/10 to absolutnie maksymalna nota, przykro mi Indyczku. Po ugotowaniu jest o dziwo dużo lepiej, aromat chilli jest wyraźnie odczuwalny, ale nienachalny i łatwy do zabicia ketchupem lub majonezem. Wypada dać owym parówkom notę wyższą, to jest 6/10. Prawdziwą moc, parówki pokazują jednak po wsadzeniu do mikrofali, robią się wtedy naprawdę dobre, także wtedy, gdy przesadzimy, doprowadzając do pęknięcia skórki. Nota wędruje więc do góry o jeden stopień, docierając do oceny 7/10, co jak na parówki jest całkiem niezłym wynikiem.
Rekomenduję, przyrządzać je właśnie w ten sposób.

sobota, 12 stycznia 2013

"Kubusiowe Paróweczki", 225g (ZPM Henryk Kania S.A.)

"Kubusiowe Paróweczki", 225g (ZPM Henryk Kania S.A.)
Wędlina wieprzowo-drobiowa, wędzona, parzona.
cena detaliczna: ok. 5,30 zł
liczba kalorii: ok. 550 kcal



Gdyby nie Mała Blondynka, która wypatrzyła ten produkt na półce jednego z krakowskich hipermarketów, nigdy nie pomyślałbym, że producenci żywności mogą być, aż tak cyniczni. Powiązanie parówek z Disneyem, nazwanie ich "Kubusiowymi Paróweczkami" i jeszcze umieszczenie na opakowaniu Prosiaczka, to szczyt skurczysyństwa, które przebić może już chyba tylko salami z wizerunkiem Kłapouchego.

Biedny Prosiak - jeszcze nie wie jakie "plany"
ma wobec niego Kubuś.

Wyrób sygnowany jest logiem Mistrza Masarskiego Henryka Kanii, który słynie z produktów wysokiej jakości. Jak informuje skandalizujące, disneyowskie opakowanie, sugerujące, że produkt skierowany jest raczej do najmłodszych "wpieprzaczy" - paróweczki nie zawierają fosforanów, posiadając natomiast łatwo przyswajalny wapń wzmacniający kości i witaminy z grupy B, jak i witaminę E, aczkolwiek nie jestem pewien, czy chciałbym, aby moje pociechy pchały do ryja "Kubusiowe Paróweczki". To nawet brzmi źle.


Paróweczki, pakowane po pięć (dodatkowo otoczone cieniutką folią, którą należy zedrzeć przed konsumpcją), odznaczają się przyzwoitą zawartością mięsa (co bardzo istotne - nieoddzielanego mechanicznie, wiec nie ma tu żadnych ścięgien, chrząstek, etc.), która kształtuje się na poziomie 70% (60% wieprzowego - z wiadomo kogo, 10% indyczego). Dla porównania akurat mam w lodówce kilka wyrobów innych producentów, które zawierają od 32% (Boże, proszę spraw, żeby to był błąd w druku, bo akurat te smakują mi najbardziej) do 93% mięsa nieoddzielanego mechanicznie.



Dobrze, tyle o wyglądzie i składzie, ale jak to w zasadzie smakuje? Nie jestem koneserem parówek, a domowym "parówkowym skrytożercom" nigdy nie powiedziałbym stop, ale ogólnie - nie najgorzej. Bardziej odpowiadały mi na surowo, szczególnie w połączeniu ze świetnym super pikantnym ketchupem z Pudliszek, ale wiadomo, że "z ketchupem" człowiek jest w stanie zjeść nawet klapę od sedesu. Po ugotowaniu parówki pęcznieją niczym Józef Oleksy pogryziony przez szerszenie i o dziwo - przynajmniej mi - smakują nieco gorzej, ale nadal przyzwoicie. Laik, podobnie jak autor niniejszej recenzji, zje bez zachwytu, ani obrzydzenia. Ot, po prostu zwyczajne parówki o nietypowej nazwie i opakowaniu. W sam raz do przyrządzenia tradycyjnego, staropolskiego Mięsnego Jeża. 6/10.